Jingle bells… dzwonią dzwonki – na kłopoty Szczepański

Jingle bells... dzwonią dzwonki – na kłopoty Szczepański
Jingle bells... dzwonią dzwonki – na kłopoty Szczepański 

Z głośników rzewnie płynie Last Christmas, wokół widzimy Mikołajów, Śnieżynki… Istnie bajkowy klimat. W tym roku dwóch klientów liczyło na to, że skuszę się na bajkowe opowieści… Pozwólcie, że w świątecznej atmosferze te bajki teraz opowiem Wam ja.

Pierwszy z potencjalnych klientów pojawił się na początku roku. Piękne trzysta metrów w karpiówce. Dach przygotowany, czekał pod papą. Nie było problemu z krzywiznami, gdyż zamiast więźby mieliśmy sklepienie betonowe… Istny bunkier.

Inwestor nie żałował pieniędzy podczas dotychczasowego procesu budowy, jak również, przynajmniej według jego słów, nie zamierzał żałować ich w przyszłości. Rozpoczęliśmy rozmowy o ułożeniu karpiówki, oczywiście wybrał najdroższą powłokę. Byłem, pomierzyłem, podałem cenę. Klient zadowolony, natychmiast wyraził zgodę… i tu zapaliła mi się pierwsza czerowona lampka, że nawet jednego dnia nie zostawił sobie na przemyślenie.

Umówiliśmy się na podpisanie umowy za tydzień. Po dwóch dniach dostałem telefon, że no wie Pan, rynny i blachy byśmy zamienili na tytan cynk, bo będzie trwalsze. Jakie było jego zdziwienie, kiedy podniosłem proponowaną cenę robocizny. Odpowiedź potencjalnego klienta była ciekawa: no wie Pan, inni nie chcieli podnosić. Przełknął jednak cenę i umówiona data obowiązywała nadal. Po kolejnym dniu nastąpił kolejny telefon z pytaniem: a po co Panu to, czy tamto w wycenie, a czy ilości materiału to się zgodzą, bo Pan chce wiedzieć ile dokładnie pieniędzy ma szykować…., a może zamiast drutu do wiązania karpiówki użyjemy tego, co mu od wiązania zbrojenia zostało, bo przecież mocniejszy, grubszy… No szlak mnie trafił. Koniec końców Panu ładnie podziękowałem i z tego co wiem, do dziś dach stoi w stanie nietkniętym, bo po pierwszych rozmowach każdy rezygnuje z pracy na tej wspaniałej inwestycji.

Telefon od kolejnego inwestora nastąpił w podobnym czasie jak w pierwszym przypadku, jednak z racji kilometrów jakie miałbym przebyć, by temu Inwestorowi ułożyć dach, zrezygnowałem z tej pracy. Po pół roku Inwestor ponownie do mnie zadzwonił, z zapytaniem czy może jednak nie zmieniłbym zdania, oczywiście on pokryje dodatkowo koszty dojazdu. Hm… Inwestor wydał się rzeczowy, miły, więc umówiłem się z nim obejrzeć budowę. Dłuższa rozmowa z Inwestorem skutkowała tym, że już wiedziałem do jakiej grupy ludzi zaliczyć tego człowieka, ale nie zdradzę.

Oczywiście miałem policzyć drewno, zaproponować ceny oraz sporządzić wzór umowy. Z umową chwilę się wstrzymałem podobnie jak i z ceną, wysłałem jedynie zestawienie drewna ustalone wspólnie z konstruktorem pracującym przy projekcie Inwestora. Pan Inwestor zadzwonił wieczorem, że kolega z tartaku uważa, że przekroje są za duże i on je zmniejszy, że jak rozumie zestawienie jest ostateczne i ewentualne braki będą pokryte z mojego wynagrodzenia, np. za brakujące łaty czy kontrłaty… Aha, zapomniałem dodać, że dach miał 430 m2 i osiem narożnych oraz cztery kosze… Nie zamierzałem się kłócić z Inwestorem i zaproponowałem wzór umowy, co poskutkowało telefonem z informacją, że Pan ma też swoich prawników i on też zabezpieczy w niej swoje interesy… Oczywiście Inwestor miał takie prawo i zapewniłem, że czekam na poprawki w umowie. Jednocześnie już wiedziałem, że klienta kulturalnie należy pożegnać. Miałem jeszcze jednego asa… Cena… Cenę powiedziałem o 50% wyższą niż początkowo zamierzałem… No skoro jestem taki dobry, że tylko ja mam to robić to muszę się cenić 🙂 Na szczęście klient mnie aż tak bardzo nie cenił i tak oto w kulturalny sposób pozbyłem się kolejnego problemu. Wiem, że nie byłem jedynym, który pozbył się „tego” problemu. Koledzy, życie mnie nauczyło, żeby nie wierzyć w piękne bajki opowiadane przez Inwestorów, im piękniejsze są na początku, tym później stają się one jakby wyjęte z horroru. Trzeba zwracać uwagę na kilka ważnych sygnałów, tj. zgoda na pracę „za każde pieniądze” czy uległość klienta w początkowej fazie rozmów… A Wy koledzy jakie macie doświadczenia z baśniowymi opowieściami potencjalnych Inwestorów?

Ze świątecznym pozdrowieniem
Rafał Szczepański

P.S. Dziękuję Adrianowi Wernerowi Juswer za poświęcony czas i współpracę przy rozmowach z drugim z opisywanych Inwestorów.

Data utworzenia: 02.01.2020

Więcej na temat:

Komentarze

  • zaintresowany napisał(a):

    Zawsze trzeba być czujnym gdy pracuje się na zleceniu i jak widać na tych przykładach dokładnie trzeba przyjrzeć się kontrahentom na rozmowach wstępnych ponieważ szuj i krętach nie brakuje.Warto w takich kontaktach korzystać z doświadczenia i intuicji aby uniknąć,a i to czasem zawiedzie.Jeśli intuicja podpowiada,że należy trzymać się od takiej inwestycji z daleka albo ogólnie klient wygląda podejrzanie,to trzeba zrezygnować Ze współpracy aby uniknąć perturbacji życiowych.

  • Damian napisał(a):

    Historie z życia wzięte. Na początku zawsze ładnie zapowiada, pomysły, projekty, zrobiłbym tak czy tak, a po przeliczeniu i ustaleniu warunków nie jest już tak pięknie do zawarcia umowy. Wszystko zależy zależy od klienta, pieniędzy ale też wykonawcy. Nie każdy wykona bo klient tak chce.

dołącz do dyskusji

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


Zobacz także