Miedź na Karaibach

Miedź na Karaibach
Miedź na Karaibach 

Na początku roku 2003 otrzymaliśmy zapytanie od brytyjskiego przedsiębiorcy budowlanego, który osiedlił się na małej wyspie Karaibskiej, czy moglibyśmy wykonać dla niego projekt budowy dachów z miedzi.

Stosując się do słów naszego klienta: „Powinniście zobaczyć czego się podejmujecie, zanim zaakceptujecie warunki.” zawitaliśmy z wizytą na miejscu budowy. Praca polegała na położeniu sześciu dachów, łącznie ok. 600 m2, wewnętrznych rynien gzymsowych w głównym budynku i kuchni, oraz okryciu miedzią kilku dachów prywatnego budynku, położonego na szczycie skały z widokiem na Morze Karaibskie. Szybko stało się jasne, że nie będzie to proste zadanie do wykonania. Wyspa mierzy jedynie 4,8 km długości i 1,6 km szerokości. Posiada niewielkie lotnisko przyjmujące małe samoloty a przede wszystkim przez cały rok panuje tu gorący i wilgotny klimat.

Podczas prezentacji miejsca pracy i rozmowy z Tony’m, lokalnym przedsiębiorcą budowlanym, oraz Raffaellą Bortoluzzi, architektem zamieszkałym w Nowym Jorku, zdecydowaliśmy się na użycie miedzi Nordic Brown z Outokumpu. Decyzję podjęliśmy głównie z uwagi na zalety estetyczne, jednak podczas samego montażu miedzi byliśmy wdzięczni, że pracowaliśmy z blachą oksydowaną, ponieważ błyszcząca miedź w takim upale i silnym słońcu bardzo utrudniłaby pracę.

Potrzebnych było ponad 80 zwoi miedzi o szerokości 600 mm.
Postanowiono, że miedź zostanie przewieziona do Anglii drogą lądową, następnie drogą morską do St. Vincent, co miało potrwać około jednego miesiąca, po czym dostarczona niewielkim statkiem do nas na wyspę. Wszystkie narzędzia i maszyny miały być dostarczone samolotem do St. Vincent, a następnie przewiezione łodzią do miejsca przeznaczenia. Z powodu trudności z dostarczeniem na miejsce narzędzi i maszyn, musieliśmy się upewnić, że mamy wszystko, co mogłoby być nam potrzebne. Ponieważ nasza pierwsza wizyta na wyspie miała miejsce dziewięć miesięcy przed rozpoczęciem pracy nie byliśmy pewni na ile gotowa była powierzchnia dachu.

Miedź na Karaibach

Postanowiliśmy, że dwie osoby z naszej ekipy pojadą na wyspę jako pierwsze, aby być na miejscu, gdy materiał i narzędzia zostaną dostarczone. Reszta grupy dojechała 10 dni później.

Tymczasem całość była opóźniona w prawdziwie karaibskim stylu (wszyscy na Karaibach są bardzo spokojni a i my szybko odkryliśmy, dlaczego niczego nie robi się w pośpiechu). Gdy tylko dotarł transport surowców, znaleźliśmy idealne miejsce (oczywiście w cieniu) aby zbudować warsztat. Gdy usiłowaliśmy pracować tak jak w Anglii, usłyszeliśmy od lokalnych pracowników, pochodzących głównie St. Vincent, słowa: „odprężcie się i uspokójcie”. Szybko zrozumieliśmy, że ich pozornie spokojny takt pracy był jedynym możliwym, aby móc zakończyć projekt. Upał i wilgotność powietrza były wyczerpujące!

Była dopiero godzina siódma rano, a o ósmej było już 25° C. W środku dnia, kiedy słońce było w zenicie, nigdzie nie było cienia, a temperatura wynosiła ponad 35° C. Wystarczyło położyć na parę minut na dachu nasze metalowe narzędzia, a stawały się zbyt gorące aby znów je podnieść. Natomiast gdy pracowaliśmy nad detalami w bliskiej odległości, odbijające się od miedzi promienie słoneczne dawały temperaturę 50° C. Kiedy już udało nam się dostosować sposób i tempo naszej pracy do istniejących warunków, realizacja projektu zaczęła sprawnie posuwać się do przodu i tak jak zakładaliśmy, zakończyliśmy go w ciągu ośmiu tygodni. Podczas wykonywania projektu, niejednokrotnie współtworzyliśmy praktyczne i estetyczne detale, wraz z lokalnymi stolarzami oraz Raffaellą.

Miedź na Karaibach

Sam dom zbudowany jest z drewna na jednoprzestrzennym planie. Ściany nośne składają się z paneli okratowanych siatką przeciw komarom, aby dom podczas dnia mógł być całkowicie otwarty, nocą zaś chroniony przed dzikimi zwierzętami, pozwalając jednak, aby wiatr mógł być odczuwalny. Miedź bardzo dobrze komponowała się z konstrukcją budowy, wtapiając się w otaczający krajobraz dżungli, dlatego też zdecydowano się na jej wybór. Czekamy w napięciu, aby przekonać się, ile czasu potrzeba w tak bliskiej odległości od morza, w tym gorącym i wilgotnym klimacie, aby kolor miedzi zmienił się na patynową zieleń.

Projekt okazał się wyzwaniem pod wieloma względami, jednak rezultat był sukcesem. Kiedy opuszczaliśmy wyspę czuliśmy się bogatsi o doświadczenie, ciepło i przyjazne nastawienie lokalnej ludności, a także pomoc jakiej doświadczyliśmy od wielu osób. Nie bez znaczenia było również piękno i spokój wyspy, oraz o myśl, iż następnym razem, kiedy będziemy zakładać na siebie wodoodporne kurtki oraz termiczne ubranie podczas pracy na dachu, prawdopodobnie nie będziemy narzekać tyle co zwykliśmy wcześniej.

Projekt: Zachodniohinduski dom letniskowy
Kierownik ds. blachy: Eskdale Roofing & Building, www.eskdaleroofing.com
Architekt: Raffaella Bortoluzzi (Nowy Jork)
Przewidywany czas ukończenia: 2005

Źródło: forum miedzi

Data utworzenia: 15.08.2013


Komentarze

  • Monika napisał(a):

    Niezwykłe przygody i długi czas przygotowań sprawiły, że ta realizacja pozostanie na długo w pamięci. Miejsce to ma swój niepowtarzalny klimat i ciekawym pomysłem było pracowanie w miejscu, gdzie większość odpoczywa.

  • Kamil napisał(a):

    Dach i obróbki z miedzi to moje marzenie. Chyba poza zasięgiem. Jak widać nie ja jeden cenię walory tego metalu. Praca była trudna lecz efekt jest gwarantowany i trwały,

dołącz do dyskusji

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


Podobne artykuły