Opowieści z Castoramy, czyli jak nas widzą tak nas piszą – na kłopoty Szczepański

Opowieści z Castoramy, czyli jak nas widzą tak nas piszą – na kłopoty Szczepański
Opowieści z Castoramy, czyli jak nas widzą tak nas piszą – na kłopoty Szczepański 

Chwilę temu przeżywaliśmy święta i Nowy Rok, czas radości, dobrych życzeń i prezentów. W tym roku życie, z okazji świąt, postanowiło mi również „dać” prezent.

Zapewne zachodzicie w głowę jaki :)… Muszę przyznać z przykrością, że nie wygrałem w totka choćby piątki, ani też nie znalazłem stówki na chodniku… Życie stwierdziło że prezent zakupię sobie sam, a ono mi tylko w jego nabyciu delikatnie pomoże… Otóż zepsuła mi się wkrętarka i musiałem sprawić sobie wspominany prezent w postaci nowej.
Między świętami udałem się do zaprzyjaźnionego sklepu z narzędziami i wybrałem u Pana Henia piękną czerwoną wkrętarkę. Była identyczna jak poprzednia, a biorąc pod uwagę charakter naszej pracy, trzeba przyznać, że swoje przeszła i na siebie zapracowała. Pan Henio wystawił fakturę, udzielając po znajomości rabatu, ale tak się jakoś na mnie spojrzał… „Panie Rafale, a nie lepiej kupić jakąś tańszą, większość bierze te zielone” (Pan Henio użył nazwy, ale ja kryptoreklamy robił nie będę).

Jak sięgnę pamięcią i przeszperam w wyobraźni sprzęt kolegów, to Panu Heniowi trzeba przyznać rację. Tylko niektórzy moi koledzy po fachu inwestują w dobre narzędzia, a mnie takich inwestycji „nauczył” pewien inwestor dobrych kilka lat temu. Jak to mówił? „Ja to nie ufam fachowcowi co przyjeżdża do mnie zaniedbanym rozklekotanym samochodem, a narzędzia poobdrapywane albo popożyczane. Jak chłop nie dba o swoje rzeczy to i o mój materiał troszczyć się nie będzie, a skoro sprzęt pożyczony albo marnej jakości to nie zależy mu na jakości usługi lub nie myśli o tym, by inwestować w firmę i rozwijać ją”. Coś w tym było mądrego i wziąłem sobie to do serca. Choć wiele lat jeździłem nastoletnim samochodem do pracy to zawsze był on zadbany, co weekend myty i czyszczony i niepoobijany. Narzędzia wraz z rozwojem firmy wymieniałem za każdym razem na klasę wyżej, co prócz lepszego odbioru mojej firmy przez osoby postronne i potencjalnych inwestorów spowodowało też wzrost efektywności pracy. A Pan Henio pokiwał przytakująco głową, i sam wyraził zdanie, że ekipa z porządnym sprzętem wzbudza zaufanie.

Żeby tak słodko nie było opowiedziałem Panu Heniowi jeszcze jedną anegdotkę, której to świadkiem byłem nausznym, bo opowieść wykonawcy płynęła wszem i wobec podczas jednych z targów. Wypowiedz była kwiecista, może to spowodowała „atmosfera” targowa, ale była ona mniej więcej w następującym sensie. Wszyscy, którzy inwestują w sprzęt dobrej klasy, to niepotrzebnie wydają pieniądze. Przecież istnieje wielki market C., w którym to można zakupić wkrętarki, wiertarki czy inne szlifierki za 200 czy 300 złotych. Fakt słabe, dwa tygodnie wytrzymują czasem miesiąc, no ale jest gwarancja, wymieni się na nowe. Raz weźmie się na firmę, raz na żonę czy sąsiada i jakoś to idzie… i nawet, kiedy samochód z narzędzi przez złodziejaszków został opróżniony, to żadna strata, ze 3000 złotych będzie, nawet na policję nie ma co zgłaszać…

I tak dwie historie z dwóch różnych bajek wzbogaciły proces zakupu wkrętarki, a Pan Henio stwierdził, że pierwsza anegdota bardziej do niego przemawia, zarówno jako do potencjalnego inwestora, jak i do handlowca, i pozwoli sobie czasem ją opowiedzieć klientowi, któremu będzie za drogo :), a Wy koledzy, którą historię byście opowiedzieli?

Z dekarskim pozdrowieniem
Rafał Szczepański


Opowieści z Castoramy, czyli jak nas widzą tak nas piszą – na kłopoty Szczepański
4.6 (92.63%) 19 głos[ów]


dołącz do dyskusji

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


Zobacz także