Jak ktoś ma miękkie serce, to musi mieć… gruby portfel – na kłopoty Szczepański…

Jak ktoś ma miękkie serce, to musi mieć… gruby portfel – na kłopoty Szczepański…
Jak ktoś ma miękkie serce, to musi mieć… gruby portfel – na kłopoty Szczepański… 

W naszej pracy czasem jest jak w pokerze – nigdy nie wiemy na co natrafimy, szczególnie, gdy materiał do naszych prac wybiera klient.

Ostatnimi czasy trafiła mi się robota. Znajomy zadzwonił z zapytaniem, czy nie wziąłbym „na warsztat” więźby, bo pokrycie to on zrobi. Piękny dwuspad, klient wszystko sam załatwił – nie ma co się zastanawiać…. Rzeczywiście, klient miły, drewno zgodnie z projektem zamówione, tylko przyjeżdżać i robić. Umówiliśmy się na konkretny termin.

W rzeczony dzień, od samego rana wraz z moją ekipą i Zenkiem miała zjechać dostawa drewna. I zjechała, jednak kiedy zobaczyłem logo najtańszej hurtowni budowlanej spod Łodzi na masce samochodu,wiedziałem, że właśnie piękny sen się kończy, a zapewne zaczyna historia, którą podzielę się z Wami. Już przy rozładunku część drzewa poszła w odstawkę, bo sine, bo krzywe itd. No dobrze, zdarza się i najlepszym. Inwestor zadzwonił, drewno wymienili jeszcze tego samego dnia. Jednak jakie było moje zdziwienie, kiedy wciągnąłem krokwie na dach, a one ledwo o murłatę się oparły. Co jest…? Ja patrzę, mierzę, oczom nie wierzę. Dzwonię do handlowca owej hurtowni i pytam, czy ktokolwiek z nich zna się na tym co robi, przedstawiłem problem i usłyszałem NIEMOŻLIWE… Moje zdenerwowanie doszło chyba do granic, bo po godzinie na budowie był już sam właściciel owego przybytku z pokryciami dachowymi. Stoi, mierzy, („no patrzcie”), i z tabelką w projekcie mu się zgadza. Bo przecież jest tabelka i pracownik spisał drewno z owego zestawienia. To był ten moment, kiedy zawładnęła mną furia i pytam, czy oni handlują kartoflami na kilogramy, czy obsługują budowę, i pokazuję, że stoi w projekcie jak byk, że do każdej długości należy dodać co najmniej 30 cm na zaciosy. Facet zrobił się czerwony jak burak, że pójdę warzywniczym tropem, grzecznie przeprosił, a kolejnego dnia przyjechał samochód z całym zestawem nowych krokwi.

Teraz koledzy Was zdziwię, bo nie to ma być sednem tego felietonu, a postawa Inwestora. Kiedy kurz po sprawie opadł, poprosiłem Inwestora na rozmowę i wyjaśniłem, że powinien negocjować cenę z ową firmą, ponieważ ja policzę za przestój, drewno raczej słabej jakości, a to dopiero początek dachu. Ku mojemu zdziwieniu Pan stwierdził, że za przestój to owszem zapłaci, ale kłócić się on z nimi nie zamierza, bo tak nie umie. Nie dość, że facet zapłacił mi, to jeszcze go skasowali za większy metraż drewna i dowózkę drugiej partii. Tak teraz myślę „dwupoziomowo”: z jednej strony, czy gdzieś jeszcze są tacy klienci, że jak ja się pomylę, to dopłacą mi jeszcze za poprawki? A z drugiej – już wiem, czemu w owej hurtowni zawsze jest najtaniej. No musi być, jak nie dolicza się kompletu potrzebnego materiału i bezczelnie klienta naciąga, by finansował błędy. Chyba, że to jednak jedynie potwierdzenie mojej tezy z poprzedniego felietonu, że prawdziwych handlowców już nie ma…

Z dekarskim pozdrowieniem
Rafał Szczepański


Data utworzenia: 28.05.2021


dołącz do dyskusji

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.


Podobne artykuły