Na rynku

Nowy Ład, stary bałagan – felieton

dom prefabrykowany

Mawiają, że każdy kij ma dwa końce. To nie do końca prawda – proca ma ich trzy. Podobnie bywa z nowymi regulacjami, które na pozór wydają się korzystne dla inwestora, a są jak pułapka na myszy, której zawieszona na sprężynie klapka czeka tylko na dłoń łapczywie wyciągniętą w stronę łakomego kąska. Klap! I mocno boli. Tak może boleć także nadmierne zaufanie do beztroskiego budownictwa, pozostawionego bez kontroli. Ok. To dwa końce. A co z trzecim? Trzeci jest taki, że i teraz nadzór nad budową bywa czystą fikcją.

Na początku postawmy sobie pytanie, czy tzw. domy na zgłoszenie, o powierzchni 70 m2, którymi kusi nas rząd, są szansą czy zagrożeniem dla firm oferujących drewniane domy prefabrykowane? Na pozór mogłoby się wydawać, że wraz z nastaniem Nowego Ładu, producenci nie nadążą z odbieraniem rozgrzanego do czerwoności telefonu z zapytaniami o możliwość szybkiego postawienia na wybranej działce budynku o tej wystarczającej do życia kubaturze. Niestety, nie jesteśmy społeczeństwem aż tak zamożnym, żeby sama oszczędność na formalnościach wystarczyła nam na tyle, aby nie szukać możliwości cięcia kosztów przy samej budowie. A tych, w przypadku domów prefabrykowanych, znaleźć można całkiem sporo. Ot, wystarczy postawić dom z tańszego, niecertyfikowanego drewna, wykonać cieńszą izolację, a do samego postawienia budynku zatrudnić speca ogłaszającego się na znanej internetowej giełdzie usług i zaufać jego ręcznej pile wyciąganej z bagażnika oraz dwóm, wątpliwej profesji pomagierom.

Jaki jest efekt tego typu budowy – nietrudno przewidzieć, zwłaszcza tym wszystkim, którzy są Czytelnikami Fachowego Dekarza i Cieśli. Miną może dwa-trzy lata, gdy tak postawiony dom zacznie gnić, jak stare próchno drzewa powalonego w lesie przez burzę. Byłbym zbyt dosadny, gdybym powiedział, gdzie wtedy klient wsadzić sobie może gwarancje fachowca, któremu zapłacił za budowę, i który przekonywał go, że zna się na tej robocie. Sentencje o tym, że budownictwo drewniane jest stare jak świat i wcale nie trzeba odkrywać Ameryki, by stawiać domy z drewnianych konstrukcji, oszukany klient może sobie powiesić na ścianie. Oczywiście, jeśli te będą jeszcze stały. I jeśli, rzecz jasna, katastrofa budowlana, jaka może się wydarzyć w przypadku bardzo złej jakości drewna, braku dobrego projektu konstrukcyjnego i słabego wykonania, nie pozbawi klienta zdrowia bądź życia. Z panem z portalu ogłoszeń nie jest w stanie konkurować żadna porządna firma, będąca członkiem Stowarzyszenia Energooszczędnych Domów Gotowych, która przykłada wagę do jakości surowców, projektu i samej budowy. Nie dotrzyma pola, bo chcąc zachować się przyzwoicie i zgodnie z przepisami m.in. wynikającymi z obowiązujących Warunków Technicznych, sama poniesie duże koszty. Oczywiście, dom postawiony przez taką firmę będzie stał dekady. Ale klienci często chorują na krótkowzroczność i wybiorą tego oferenta, który wyciągnie z ich portfela mniej pieniędzy, nawet jeśli finalnie na tym wiele stracą.

Diabeł tak naprawdę tkwi głównie w jednym, istotnym szczególe. Choć początkowa droga do powstania takiego domu jest podobna jak teraz (należy złożyć projekt zgodny z MPZP lub jeśli takowy nie został uchwalony, poczekać na wydanie warunków zabudowy), sednem problemu jest brak kierownika budowy, a zatem człowieka, który zgodnie z prawem ponosi za nią odpowiedzialność. Oczywiście, o czym wspomniałem na wstępie, i teraz z tą odpowiedzialnością nie jest za różowo. Być może włożę kij w mrowisko, ale każdy, kto zna realia przyzna mi rację – czasem kierownik budowy nie zmienia nawet długopisu, hurtem zapisując poszczególne strony dziennika budowy. I choć w tej branży pracuję od dawna, nie spotkałem się z sytuacją, w której taka nierzetelna osoba poniosłaby konsekwencje swoich zaniedbań. Nie słyszałem o tym, aby Nadzór Budowlany kiedykolwiek skontrolował delikwentów i – w przypadku wykrycia nieprawidłowości – nałożył na nich jakiekolwiek kary.

W przypadku domów bez pozwolenia, odpowiedzialność za budowę spada na inwestora, i to on odpowiada za cały proces i jakość wykonania. Pytanie czy starczy mu wiedzy i doświadczenia, by przeprowadzić cały proces zgodnie z prawem i uzyskać na końcu odbiór budynku w urzędzie. Nie da się pogodzić interesów wszystkich. Nie da się też zjeść ciastko i mieć ciastko. Rządowa propozycja ma się okazać łaskawa dla inwestorów. Obawiam się, że może stać się ich przekleństwem.

Jak będzie wyglądała procedura odbioru? Co, jeśli postawiony za grubą gotówkę dom nie zostanie dopuszczony przez Nadzór do zamieszkania? Czy Nadzór w ogóle pochyli się nad tematem? A jeśli tak, to czy kontrole będzie przeprowadzał „na wyrywki”, czy obligatoryjnie? I w końcu – co z inwestorem, którego dorobek życia może pójść psu na budę (w przenośni i dosłownie)? Nowy Ład nadal rodzi wiele pytań, które w tym felietonie pozostawiam bez odpowiedzi. Wciąż próbuję dowiedzieć się, jakie będą procedury wykonawcze. Gdy posiądę już stosowną wiedzę, podzielę się nią z Czytelnikami. Póki co, wizja domów bez formalności, z taką dumą wpisana do Nowego Ładu, wydaje się dla naszej branży ogromnym zagrożeniem. Mogą minąć lata, nim inwestorzy zrozumieją, co w rzeczywistości im się opłaci, a co stanowi zwykły lep na muchy. Niejakościowe budowanie to bomba z opóźnionym zapłonem. Oby nikomu nie wybuchła w rękach…

Marek Beśka
Stowarzyszenie Energooszczędne Domy Gotowe


Data publikacji: 8 maja, 2022



Komentarze


Udostępnij artykuł

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Podobne artykuły