Piana, piana… dużo piany – na kłopoty Szczepański

Piana, piana... dużo piany – na kłopoty Szczepański
Piana, piana... dużo piany – na kłopoty Szczepański 

Większość spotkań z Wami powinienem zaczynać od słów, że wszystko zaczęło się od tego, że zadzwonił telefon… No właśnie. Znów zadzwonił…

Tym razem miałem przyjemność odebrać telefon od architekta, który mieszka w moim rejonie. Pan jest cenionym projektantem większości budynków mieszkalnych i gospodarczych, które powstawały w okolicy w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych. Pan posiada daczę – jak to kiedyś mówiło się na dom letniskowy, i chciałby zaadaptować w nim poddasze do celów mieszkalnych.
Z rozmowy wynikało, że oczekuje ode mnie montażu kilku okien dachowych, oraz chciałby prosić o doradztwo co do ich doboru. Jadąc na miejsce miałem przeczucie, że to byłoby za proste :).

Dacza okazała się budynkiem około dziesięcio-, może piętnastoletnim, pokrytym blachą trapezową, o dziwo trzymającą się całkiem nieźle…, ale to nieźle było tylko z zewnątrz. To, co zobaczyłem na poddaszu, zadziwiło mnie podwójnie. Kryciem wstępnym był hit początku lat dwutysięcznych… folia dachowa przypominająca grubą reklamówkę z marketu. No, właściwie przypominająca reklamówkę nadżartą przez stado korników… Prześwity w folii stanowiły pewnie z 20 czy 30 procent jej powierzchni i „w kupie” trzymała ją jedynie siatka, chyba polietylenowa.
Kiedy zapytałem inwestora czy planuje wymieniać pokrycie dachu, popatrzył na mnie ze zdziwieniem i powiedział: „nie, trysnę na to pianę i będzie ok.” Gdybym rozmawiał ze „zwykłym Kowalskim”, a nie architektem, to bym zrozumiał, że nie widzi problemu, ale człowiek, który dziesiątki lat jest związany z budownictwem?

Wróciłem do domu, niestety nadal myślałem o mojej wizycie… Skoro człowiek, który posiada wiedzę, nie chce widzieć problemu, ani nie chce przyjąć do wiadomości jak ważna jest warstwa wstępnego krycia, oraz dał się namówić na „zalepienie” tego problemu, to jak szybko to działa u „Kowalskich”. Czy niedługo zamiast remontu wystarczać będzie natryśnięcie pianki?
Proponując klientom rozwiązanie techniczne pokrycia dachowego staramy się dobierać materiały tak, by stworzona przegroda była wentylowana. Nawet jeśli będzie użyta membrana jako wstępne krycie, wspominamy o zachowaniu luki wentylacyjnej pod nią, by mogła ona swobodnie pełnić swoje funkcje. Czy będzie to nieoddychający styropian, czy oddychająca wełna zalecamy te 5 cm przerw. Nagle przy piance jej nie potrzeba, bo jest ona „otwartokomórkowa”… a wełna niby zamknięta w sobie 🙂 ? Pal licho te 5 cm pod membraną, ale co się dzieje z przestrzenią powyżej niej. Membranę układamy luźno, by mogła pracować, zatem co się stanie, kiedy piana będzie się rozprężać? Czy będzie miała jakieś ograniczenie? A co, jeśli membrana nie jest klejona na zakładach? A gdy warstwą rozdzielającą będą deski i papa? Co z wilgocią z drewna i jego pracą? A może piana stanie się elementem konstrukcyjno-podtrzymującym?
Koledzy, jakie jest Wasze spojrzenie na ten problem?

Z dekarskim pozdrowieniem
Rafał Szczepański


Data utworzenia: 03.03.2020


Komentarze

  • rafal8647 napisał(a):

    interesujacyy artykuł

  • Arkadiusz Gnat napisał(a):

    Prawie wszyscy producenci pian, w swoich instrukcjach natryskiwania, zalecają stworzenie szczeliny wentylacyjnej. Niestety, mało który wykonawca działa zgodnie z instrukcją.

  • Damian napisał(a):

    może ten architekt zatrzymał się w latach osiemdziesiątych, później poznał piankę i stwierdził, że to będzie najlepsze rozwiązanie. niestety czasami trzeba wytłumaczyć racjonalnie klientowi wszystkie za i przeciw danej technologii. może rozsądek przemówi do klienta.

  • kosa napisał(a):

    Kolejny przykład jak ludzie z lekceważenie podchodzą do swego bezpieczeństwa i komfortu,idzie się tylko po najmniejszej linii oporu zwyczajnie "łatając dziury".Jeśli chce się coś robi to należ to zrobić solidnie i żeby było bezpiecznie dla mieszkańców,a takich klientów co chcą tylko pacykować jakieś ubytki trzeba omijać i niech sami sobie takie "naprawy" przeprowadzają.

dołącz do dyskusji

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.


Podobne artykuły