Spółka SZADO-DACHY istotnym kreatorem podkarpackiego rynku dekarskiego

Fot. SZADO-DACHY
Fot. SZADO-DACHY 

Firma założona przez pana Arkadiusza Szado, dyplomowanego mistrza dekarstwa, działa na podkarpackim rynku już od ponad 15 lat. Rozwój fi rmy przebiegał równolegle z rozwojem całej branży, jednak ze względu na nacisk, jaki spółka SZADO-DACHY kładzie na jakość usług oraz zaplecze technologiczne, wyróżnia się na tle konkurencji.

Najważniejsze informacje o spółce SZADO-DACHY i krótki zarys jej historii

Firma „Arkadiusz Szado”, świadcząca usługi dekarskie, ciesielskie i ogólnobudowlane powstała w 2005 roku w miejscowości Huta Nowa, kiedy to pan Arkadiusz, praktykujący od najwcześniejszych lat syn zawodowego dekarza, założył własną działalność stanowiącą kontynuację biznesu ojca. Pierwsze lata naznaczone były inwestycjami w podstawowy sprzęt, pracowników i edukację, co dało szybko pozytywne efekty. Istotnym rokiem w historii firmy był rok 2016, kiedy to firma została przekształcona w spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością pod nazwą SZADO-DACHY. Od tamtej pory firma jeszcze mocniej zainwestowała w rozwój usług ciesielsko-dekarskich stanowiących podstawę działalności oraz w poszerzenie bazy sprzętowej, takiej jak na przykład sterowany radiowo elektro-hak Ludwig Hook. Dziś trzon zespołu wykonawczego stanowi grono sześciu osób, które od czasu do czasu poszerzane jest o jedną lub dwie dodatkowe osoby.

Fot. SZADO-DACHY
Fot. SZADO-DACHY

Zakres usług oferowanych przez spółkę SZADO-DACHY

Firma prowadzona przez pana Arkadiusza Szado od samego początku skupiała się na świadczeniu kompleksowych usług ciesielskich i dekarskich na nowo budowanych obiektach mieszkalnych, produkcyjnych oraz handlowych. Ponadto zespół pracowników spółki wykonuje remonty istniejących pokryć, polegające nie tylko na wymianie samego pokrycia, ale też na całkowitej zmianie, czyli przebudowie dachu wraz z jego konstrukcją. Firma celuje także w budownictwo przemysłowe (płyty warstwowe) z płaskimi dachami wielkopowierzchniowymi na czele. A jaka filozofia przyświeca tym wszystkim działaniom? O to i o wiele innych kwestii zapytaliśmy samego właściciela firmy, pana Arkadiusza Szado.

Redakcja: Czym się Pan kieruje w swojej działalności, co uznaje Pan za najważniejsze w pracy wykonywanej przez zespół SZADO-DACHY?
Arkadiusz Szado: Mam prostą i dość oczywistą filozofię: zrobić robotę najlepiej jak się da, by nie wracać na jakieś poprawki, niedokończenia czy awarie. Chodzi o to, żeby nie iść na skróty, nie kombinować aby jak najwięcej oszczędzić. Nie powinno się iść po tzw. „taniości”, bo to zawsze wychodzi na końcu i ostatecznie się mści. Jakość materiałów, sprzętu i pracy – prosta receptura.

Redakcja: Czasy są trudne, ale na pewno ma Pan jakiś plan na dalszy rozwój firmy?
Arkadiusz Szado: Być może „plany” to zbyt szumne słowo, ale teraz, gdy sprzęt firmowy jest na właściwym poziomie, będę chciał zwrócić więcej uwagi na czynnik ludzki. Chodzi o rozbudzanie jeszcze większych ambicji u młodych pracowników, którzy by chcieli się czegoś więcej nauczyć, udoskonalić w zawodzie i pogłębić swoją wiedzę i umiejętności. Są też oczywiście pewne zamierzenia co do promowania firmy, marketingu, ale na razie jest za wcześnie, by mówić o tym szczegółowo.

Fot. SZADO-DACHY

Zaplecze sprzętowe SZADO-DACHY

Zarząd spółki zdaje sobie sprawę, że jakość wykonywanych prac w dużej mierze zależy od właściwego doboru sprzętu, dlatego firma od lat inwestuje w coraz bardziej zaawansowane maszyny, czego ukoronowaniem w ostatnim czasie stał się zakup dźwigu na przyczepie – modelu K400 RSX. Żuraw ten jest bardzo ważną częścią zaplecza maszynowego spółki, ponieważ łączy zdolność do pracy w ciasnych miejskich przestrzeniach z udźwigiem do 3 ton oraz ma funkcję podnośnika koszowego. Pracę z tym dźwigiem ciekawie opisuje pan Arkadiusz Szado.

Redakcja: Czy może Pan pokrótce przedstawić rozwój podstawowego zaplecza techniczno-maszynowego w Pana spółce?
Arkadiusz Szado: Oczywiście. Pierwszym posiadanym przez nas dźwigiem dekarskim był model KLAAS K 17-24. Pojawił się u nas w 2012 roku i jak na tamte czasy wystarczał. Jednak z biegiem lat zrozumieliśmy, że będziemy musieli przejść na coś większego i w efekcie w 2018 roku pojawił się KLAAS 400 RSX – również zakupiony jako nowy egzemplarz wraz z osprzętem i przyssawką próżniową do płyt warstwowych. Potrzeby wymusiły także zakup kolejnej maszyny, jaką był gąsienicowy podnośnik koszowy Taupen – to było chyba na ostatnich targach Budma 2020. Chwalę sobie też zakup platformy roboczej Altrex MTB, którą stanowi aluminiowe, szybko rozkładane i łatwe w przestawianiu rusztowanie. Natomiast najnowszy zakup to elektro-hak marki Ludwig Hook do zdalnego odpinania montowanych elementów za pośrednictwem pilota – to jest absolutna „bomba” jeśli chodzi o usprawnienie pracy.

Fot. SZADO-DACHY

Redakcja: Jak dźwig Klaas K 400 RSX wpłynął na pracę firmy i jakie są jego wady i zalety?
Arkadiusz Szado: Kompletnie ją zmienił. W moim odczuciu poprzednio przez nas używany i obecnie posiadany dźwig dzieli przepaść. Pojawienie się K 400 przeniosło nas do innej ligi, nagle mogliśmy więcej podnieść, dalej podać, szybciej się przestawić, pracować wygodnie w koszu – a co za tym idzie, podejmować się jeszcze poważniejszych zleceń. Wśród zalet tego dźwigu od razu mogę wymienić spory udźwig przy jego własnej masie całkowitej, wystarczający wysięg boczny i zdalnie rozsuwany pilotem bocian, oraz samopoziomowani dźwigu, które istotnie skraca czas rozkładania. Muszę też wspomnieć o możliwości zmiany z dźwigu na podnośnik koszowy. Odbywa się to w zaledwie 3 minuty, po których kosz może pójść 30 metrów do góry lub 20 metrów w bok. Ciekawym atutem tego modelu jest też funkcja programowania ruchów. Natomiast myśląc o wadach K 400, na upartego można wskazać na cenę, ale z moich kalkulacji wynika, że inwestycja ta już się mojej firmie zwróciła, a sprzęt, ponieważ został kupiony jako nowy posłuży mi zapewne jeszcze kilkanaście lat, więc teraz pracuje już tylko na swojego następcę lub kolejny egzemplarz.

Redakcja: Dobrze, zostawiamy już temat sprzętu. Natomiast ciekawi nas, jak Pan ocenia obecny rynek, na którym Pan działa i czym Pana spółka się na nim wyróżnia?
Arkadiusz Szado: pochodzę z regionu biłgorajskiego, który jest wręcz zagłębiem dekarzy na skalę Polski. Ale każdy robi tam coś innego – jedni, jak to się mawia, „klepią blachę na kościołach”, inni robią deweloperkę, a jeszcze inni kładą izolacje z papy. Ja natomiast robię dużo przy płaskich dachach w PVC. W gruncie rzeczy nie konkurujemy ze sobą, nie zabieramy sobie zleceń. Na kielecczyźnie wokół Huty Nowej też nie ma dużej konkurencji między fachowcami, a jak jest to raczej cenowa. Tyle, że ja i tak zawsze chciałem jak najszybciej uciec od konkurowania z firmami lokalnymi wyłącznie ceną i wykonywać zlecenia specjalistyczne, do których niezbędny jest odpowiedni sprzęt. Myślę, że to się nieźle udało.

Fot. SZADO-DACHY
Fot. SZADO-DACHY

Redakcja: Czy może Pan opowiedzieć nam o największym sukcesie firmy oraz o zleceniu, które stanowiło największe wyzwanie od strony trudności technicznych?
Arkadiusz Szado: Myślę, że największy sukces to wykonanie dachów na Miasteczku Kresowym w Biłgoraju, w tym też wykonanie tamtejszego budynku wielorodzinnego i synagogi. Ponadto mogę wymienić wykonanie dachu na nowo budowanym kościele w Strzyżowie, wykonanie osiedla domów wielorodzinnych w Zamieniu koło Lesznowoli, wykonanie dachu na nowo budowanym posterunku policji w Lublinie, czy też remont dachu urzędu miasta Biłgoraj i termomodernizację galerii handlowej w Kraśniku. Natomiast największym wyzwaniem był zdecydowanie budynek wielorodzinny w Biłgoraju na terenie Miasteczka Kultur, czyli karpiówka z wolimi okami i okrągłymi lukarnami w blasze, a to wszystko w mansardowym dachu, gdzie trzeba było rozwiązać odprowadzenie wody na gzymsie. To była konstrukcja pomieszana – dźwigary drewniane z tradycyjnymi rozwiązaniami. Naprawdę zmęczyła mnie ta budowa.

Redakcja: A największa inwestycja w historii firmy?
Arkadiusz Szado: Największa budowa jest teraz, a w zasadzie dwie. Prowadzę obecnie dwie budowy: jedna to zespół domów jednorodzinnych w Warszawie a druga to zespół domów wielorodzinnych w Zamościu. Łącznie ponad 6000 m2 dachu, tak więc do września mamy co robić.

Redakcja: Dziękuję bardzo za rozmowę


Data utworzenia: 09.06.2021


dołącz do dyskusji

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.


Podobne artykuły