Trzynastego, wszystko zdarzyć się może… – na kłopoty Szczepański…

 

Dlaczego tak jest, że kiedy siadam do pisania felietonu, to dzwoni telefon i nagle temat przemyślany idzie w odstawkę, a tytuł jemu nadany już do nowych przemyśleń nie pasuje?

Zadzwonił 13 czerwca o 14:56. Dzwonił inwestor, u którego prace były zakończone w roku ubiegłym. Zrobione więźba, deski, papa; z pokryciem wstrzymano się ze względu na brak pieniędzy. Inwestor zadzwonił z awanturą, że mu z dachu leci, a w poniedziałek mają kłaść wełnę i „kartongipsy”. Słucham i uszom nie wierzę. Niedouczony, nieświadomy czy szalony, inwestor oczywiście.

Na dachu pokrycie wstępne, a on wykończeniówkę robi? Inwestor z całą mocą twierdzi, że przekonywałem go, iż pod samą papą będzie mógł trzy lata mieszkać. Słuchając jego wywodu, po raz kolejny potwierdził mi się fakt, że ludzie słyszą to, co chcą, a nie to, co do nich się mówi. Poprosiłem zatem pana grzecznie o numer kontaktowy do kierownika budowy, na co pan odpowiedział, że on nie widzi potrzeby bym kontaktował się z kierownikiem i on mi tego numeru nie poda. Zapytałem zatem uprzejmie, czy kierownik budowy odebrał moje prace, ponieważ podczas mojej obecności i mojej pracy na budowie go nie było.

Dowiedziałem się, że została odebrana tylko więźba dachowa i ta informacja mi wystarczyła. Wiedziałem, że ten sam kierownik był na innej budowie, dzięki czemu udało mi się ten kontakt, że tak powiem kolokwialnie, odgrzebać.
Pan kierownik był zaskoczony tym, że mają być wykonywane jakiekolwiek prace wykończeniowe. Inwestor zwyczajnie nie informował go o postępach prac. Zrobiona hydraulika, zrobiona elektryka, położone tynki, za moment wełna i kartony, a dachu brak!
Hmm… tu się pojawia pytanie, czy brak informacji od inwestora o prowadzeniu prac zwalnia kierownika budowy z odpowiedzialności dotyczącej nieprawidłowości w prowadzeniu procesu budowlanego? Sam kierownik zdawał sobie sprawę, że oczywiście nie, zobowiązał się do sprawdzenia co dzieje się na budowie, a przede wszystkim ma przemówić inwestorowi do rozsądku. Przy każdej tego typu rozmowie z kierownikami budów słyszę: bo wie pan, bo to się bierze za pieczątkę, bo inwestorzy nie płacą za przyjazd na budowę, a paliwo kosztuje, bo… Moja odpowiedź zawsze jest jedna – czy jak sprawa trafi do sądu, to sąd weźmie te „bo” pod uwagę jako okoliczności łagodzące?

Teraz w dobie nowego „nowego ładu”, przy mniejszych budowach nie będzie kierownika, bo to przecież oszczędność i aż strach się bać co to dla wykonawców będzie oznaczało. Według inwestora, który stał się bohaterem tego felietonu, ma być zrobione tak, jak on chce, bo on płaci. Serio? Rola inwestora w procesie budowlanym powinna się sprowadzać do wyboru kolorów.
Jest godzina 19:25. Właśnie wysłuchałem serwisu informacyjnego. Zapadł wyrok w sprawie zerwanego dachu na wypożyczalni nart w Bukowinie. Półtora roku bezwzględnego więzienia i półtora miliona odszkodowania solidarnie od inwestora i wykonawcy „budynku”. Gdzie w tej sprawie wina nadzoru budowlanego czy wydziału budownictwa w gminie?!

Zgodnie z prawem budowlanym:
Do obowiązków inwestora należy zorganizowanie procesu budowy, z uwzględnieniem zawartych w przepisach zasad bezpieczeństwa i ochrony zdrowia, a w szczególności zapewnienie:

  1. opracowania projektu budowlanego i, stosownie do potrzeb, innych projektów,
  2. objęcia kierownictwa budowy przez kierownika budowy,
  3. opracowania planu bezpieczeństwa i ochrony zdrowia,
  4. wykonania i odbioru robót budowlanych,
  5. w przypadkach uzasadnionych wysokim stopniem skomplikowania robót budowlanych lub warunkami gruntowymi, nadzoru nad wykonywaniem robót budowlanych – przez osoby o odpowiednich kwalifikacjach zawodowych.

A jakie obowiązki wg prawa ma WYKONAWCA? Wykonawca nie jest stroną procesu budowlanego, powinien wykonać pracę zgodnie z wytycznymi wskazanymi przez osobę odpowiedzialną za prawidłowe przeprowadzenie procesu budowlanego, nie może dokonywać wpisu do dziennika budowy – choćby ze sprzeciwem co do wytycznych wykonawczych, może jedynie dyskutować, jak ja to robię, z kierownikami robót i wskazywać im błędy. A ilu z nas tego nie robi, bo chce „zrobić swoje” i iść na kolejną robotę, albo boi się, że inwestor nie zapłaci? A w ilu projektach są błędy?! Zatem wracając do nowego ładu i domków 70 m2, jak nawałnica „zdejmie” dach, to precedensowy wyrok już mamy – odpowiedzialność będzie solidarna wykonawcy i inwestora, bo zawsze znajdzie się błędy wykonawcze stojące w sprzeczności z tzw. sztuką budowlaną. Nieproporcjonalnie zamontowane jętki, wkręty ciesielskie bez certyfikatu czy klasyka gatunku: zakupione przez klienta drewno bez certyfikatu. Niestety w tym kraju wszystko stoi na głowie.

Z dekarskim pozdrowieniem
Rafał Szczepański


Data utworzenia: 19.07.2022


dołącz do dyskusji

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.


Podobne artykuły