Na rynku

Zwierzątka futerkowe i inne historie – kuna na dachu – na kłopoty Szczepański

Chyba wszyscy lubimy zwierzęta. To, któremu chce poświęcić dzisiejszy felieton ma zaledwie pół metra długości, brązowe futerko z białą plamą na piersi oraz urocze małe trójkątne uszy. Wiecie o jakie zwierzątko chodzi? Tak – to kuna. W artykule o zniszczeniach jakie potrafi wyrządzić kuna na dachu.


Wiosną podjąłem się remontu pewnego dachu, dachu który można rzec kolokwialnie został zeżarty przez kunę. Kuna na dachu, i to nie jedna, mieszkała sobie tam spokojnie, patrząc na ślady jej bytności to dobrych parę lat. Podzieliła sobie „mieszkanie” na salon, sypialnie i toaletę. Trudno zebrać słowa, by opisać ten bandzaj jaki tam stworzyła, wełniane strzępy mieszały się ze szczątkami pożywienia i odchodami.

Kuna na dachu

Raptem dziesięcioletni budynek, miał wełnę i membranę zeżartą na każdej połaci, do tego stopnia, że dach zaczął przeciekać. Ach gdyby były deski i papa, problem by nie istniał, poza tym potwierdziła się moja teza, że pokrycie ostateczne czy to dachówka czy blacha to jedynie ozdobnik.

Zatem zabraliśmy się za rozbiórkę dachu. Inwestor mając nauczkę poszedł po rozum do głowy i zgodził się na dość często stosowane przeze mnie rozwiązanie jako krycie wstępne, czyli układ membrana – kontra – deski – papa. Poprawiliśmy liczne błędy po poprzedniej ekipie, włącznie z prostowaniem więźby i desek okapowych, a na usta samo się cisnęło „Panie, kto Panu tak spie…”.

Dachówkę udało nam się odzyskać w znacznej części, a poprzednia ekipa tak bała się jej nie uszkodzić, że wszystkie szczytówki były jeszcze zabezpieczone osłonkami. Delikatni jak mało kto. Historia z mojego punktu widzenia ma się już ku szczęśliwemu końcowi. Dach prawie skończony, klient z mojej pracy zadowolony, chociaż koszty jakie poniósł są większe niż położenie nowego pokrycia dachowego. Właśnie – koszty. Jak większość z nas, i ten inwestor przezornie miał budynek ubezpieczony, także od „napaści zwierzątek futerkowych”.

Odszkodowanie za zniszczenia jaki wyrządziła kuna nad dachu

Agent ubezpieczeniowy, na pierwszy rzut oka bardzo pomocny człowiek. Obejrzał i stwierdził, że przydałaby się jakaś opinia rzeczoznawcy czy też opiniotwórczego stowarzyszenia. Oczywiście na koszt inwestora. Pieniążki za taką usługę w owym stowarzyszeniu okazały się niemałe, skorzystano z części moich zdjęć i napisano, że częściowo, że można, że niekoniecznie. Zastanawiam się, jak za kilkanaście setek złotych można napisać ogólnikami, że membrana jest częściowo do wymiany… znaczy, że mam wybierać zniszczone paski dziesięcioletniej membrany i sztukować? A dachówka ponoć jest w całości do odzyskania, bo ktoś kiedyś słyszał, że ktoś widział, że można. Choć na dachu koszy i grzbietów jest razem ponad 70 mb i do tego dwie facjaty, zaś początków aż sześć.

W sumie w całości powinienem jedynie wymienić, wg opinii, taśmę kalenicową i to był jedyny wynikający konkret. Ufekaliowana podbitka również nie została zakwalifikowana do wymiany, bo przecież można umyć, choć doskonale wiemy, że tworzywa sztuczne przejmują zapachy.

Na kilka podpunktów, z jakich składała się opinia był jeden jedyny konkret, jakim inwestor mógłby się podeprzeć w kontakcie z ubezpieczycielem. Szkoda, że najmniej kosztowny, może zatem to firma ubezpieczeniowa powinna zgłaszać się po taką opinię i za nią płacić, tysiąc pięćset złotych, bo to im jest ona na rękę.

Z dekarskim pozdrowieniem
Rafał Szczepański

4.9/5 - (46 votes)

Data publikacji: 30 czerwca, 2018

Autor:

4.9/5 - (46 votes)


Komentarze


Udostępnij artykuł

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Podobne artykuły