Pokrycia dachowe

Ciekawe pokrycia (część 3 – Chile)

Gont drewniany. Cięty z deseczek albo łupany, darty z bali. Stąd w terminologii amerykańskiej dwie nazwy: „shingle” i „shake”. Kiedyś najbardziej uniwersalne i powszechne pokrycie dachów w Europie. Potem w Ameryce Północnej.

fot. 1 Norwegia

fot. 1 Norwegia

Swoistą odmianą gontów są nadal stosowane w Azji i Oceanii połówki bambusa – pierwowzór dalekowschodniej mnich-mniszki. Coś na kształt dranic. Desek do 3 m długości, które chroniły domy amerykańskich osadników. A dużo wcześniej wiejskie zabudowania. Nie tylko na polskim Podhalu.

fot. 2 Finlandia

fot. 2 Finlandia

Gont, zwłaszcza ozdobny to pokrycie ekskluzywne. Trudno sobie wyobrazić np. norweskie kościoły masztowe (stavkirke) jak w Hopperstad (fot. 1 Norwegia), by kryto je dranicami. Gont pozwalał tworzyć swoistą mono-architekturę. Dach i elewacja o tym samym wzorze. Jak w kościołach norweskich zachowujących stylistykę łuski smoka bliską tradycji wikingów.

Kariera gontu miała kilka przyczyn. Nie wszędzie była glina do wypału ceramiki i nie wszędzie znano techniki ceramiczne. Z zasobami łupka było różnie. Krycie darnią, pierwowzór dachów zielonych nie pasowało do dachów stromych. Aż do lat 30 XIX w. (wprowadzenia produkcji mechanicznej) dachówki ceramiczne były dość drogie. Pokrycia z blachy jeszcze droższe. Gont był opcją pośrednią. Zamiast dranic, strzech ze słomy, trzciny. I zamiast dachówek.

fot. 3 Włochy

fot. 3 Włochy

Miał istotną zaletę. Podatność na kształtowanie wykroju, żeby uzyskać ciekawe efekty wzornicze. Jak (fot. 2 Finlandia) na dachu fińskiego kościoła św. Olafa w Tyrvaa. Tradycja ta przetrwała szczególnie w Anglii, gdzie gont też dominował aż do czasu rozpowszechnienia dachówek ceramicznych, potem cementowych. Do dziś jest tam sporo domów, których nie tylko dach, ale i elewacja są kryte karpiówkami różnego wykroju, układanymi we wzory. Jak kiedyś gonty.

Zasięg gontów w Europie to nie tylko Anglia, Niemcy, Skandynawia i kraje po obu stronach Karpat. Także Hiszpania, Włochy. Od starożytności zachowały się tam techniki ceramiczne, a drewno było droższe niż kamień. Pomimo to nawet współcześnie można tam znaleźć piękne wykroje (fot. 3 Włochy ). Ich obróbka musi być pracochłonna. Nie uwierzyłbym, że to drewno, a nie imitacje drewno-podobne z terakoty czy gresu gdyby nie pęknięcia widoczne w prawym górnym rogu zdjęcia. Tak pęka tylko drewno.

fot. 4 Australia

fot. 4 Australia

Bez wątpienia gonty drewniane zrobiły największą karierę za Oceanem w USA i w Kanadzie. Ich następcą w linii prostej są gonty asfaltowe (asphalt shingles), które wg szacunków stanowią pokrycie nawet 85% dachów stromych na północ od Rio Grande. Gont drewniany zawędrował też do Australii. Stosuje się go tam nawet współcześnie w architekturze modernistycznej jak w przypadku realizacji Maynard Architects (fot. 4 Australia). Ten „dziki” układ to pierwowzór jednego z powszechnych wzorów gontu asfaltowego. Jak np. modelu „Accord” rosyjskiej firmy TechnoNICOL, „Mosaic” włoskiej Tegola Canadese czy modelu „Arkadia” polskiej firmy Matizol.

Nawiasem mówiąc ten znany wzór 3 prostokątów różnej szerokości nie wynika tylko z inspiracji – ale też z pewnej indolencji. Po prostu projektanci wielu firm nie potrafią stworzyć układu tych prostokątów żeby licowały się pionowo. A to proste jak koło. Oczywiście, gdy już je wymyślono. Cywilizacje prekolumbijskie Olmeków, Tolteków, Majów, Azteków, Inków znały cuda, o jakich się filozofom w Europie nie śniło. Vide słynny 12-kątny kamień z Cuzco. Znały okrąg i koło w geometrii. Ale nie znały koła w sensie technicznym jako czynnika transportu.

fot. 5 Chile

fot. 5 Chile

Jednak to nie Europa pobiła rekord wzornictwa i koncepcji w zakresie gontów z drewna. A kraj antypodów Chile i jego najdalszy południowy obszar, prowincja (Archipelag) Chiloe. Położona na wysokości Wyspy Południowej Nowej Zelandii. Dwa obszary najbliższe Antarktydy. Widoki architektury z Chiloe przypominają barwami (fot. 5) domy z Wysp Alandzkich i innych szkierów na Bałtyku. Pięknie kolorują krajobraz.

ciekawe-pokrycia-czesc-3-chile_5

fot 6. Chile

Nie chodzi jednak o samą kolorystykę, co załatwi pędzel i farba. Te gonty mają wykroje zupełnie nieznane w Europie czy w Ameryce Północnej. Po pierwsze są dwu- (fot. 6), a nawet trój-elementowe (fot. 8). W związku z tym przy długości podobnej jak w Europie, Kanadzie i USA (ok. 60 cm), grubości ok. 1 cm i przy szerokości 10-15 cm, dają wzory 2-krotnie szersze. I możliwości wzornicze nie osiągalne dla gontów pojedynczych.

fot. 7 Chile

fot. 7 Chile

Po drugie są układane z przesunięciem mijankowym w kolejnym rzędzie – nie o połowę szerokości, ale mniej (fot. 7). Co oczywiście wymusza układ poosiowy, asymetryczny, ale w przypadku gontów trój-elementowych symetria powraca. A nawet, po trzecie nabiera nowego wymiaru (fot. 8), gdzie gonty w co drugim rzędzie mają inne elementy wykrojowe. Naprawdę to spora sztuka wzornicza. Warto chwilę się nad nią pochylić.

Trzeba zaznaczyć, że obecnie gonty w Chile pełnią głównie funkcje okładziny ścian. Latyno-amerykańska odmiana sidingu. Dachy, zwłaszcza o niskim kącie nachylenia kryte są głównie blachą. Ale kiedyś blacha była równie droga oraz trudno dostępna jak w Europie. Wtedy gonty pełniły swoją rolę jak na dachach w Norwegii czy Finlandii.

fot. 8 Chile

fot. 8 Chile

Ciekawi terminologia chilijskich gontów. Po hiszpańsku dachówka to „teja”. Od rzymskiej tegula (dachówki głównej, którą krył imbrex). Teja de madera – to dachówka z drewna (stąd nazwa Madeiry – Wyspy Drewna). Natomiast gont to tejuela np. de madera (gont drewniany) albo tejuela asfaltica, gont bitumiczny. Ale skąd zamienna nazwa gontu stosowana w Chile, pizarrilla? Czy od nazwiska F. Pizarro, konkwistadora imperium Inków? Całkiem możliwe, bo to jego wierny towarzysz P. de Valdivia ustanowił hiszpańskie panowanie na tym obszarze.

Skoro już mowa o Chile ciekawostka inna niż gonty. Warto odpalić w Internecie hasło hotel Magiczna Góra, Magic Mountain Hotel, w Chile. Chyba najciekawszy tzw. zielony dach stromy na świecie.

Robert Dymkowski


Data publikacji: 26 października, 2015



Komentarze


Udostępnij artykuł

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Podobne artykuły